piątek, 17 lipca 2015

NoWy ŚwIaT


PROLOG

Jak to jest żyć w idealnym świecie? Chyba każdy by powiedział, że nie ma ideałów, ale świat wokół mnie przekonuje o czymś zupełnie innym. Tak, moje życie mógłbym nazwać idealnym do czasu. Pamiętam to jak dziś, zawsze przypomina mi się w ważnych dla mnie momentach. Ta chwila gdy wiesz, że coś tracisz, że życie mimo wszystko jest ulotne. Ja na tylnym siedzeniu i samochód samo jeżdżący. Rodzice uśmiechnięci i zadowoleni z nowego nabytku. Tata delikatnie przygładził włosy mamie, a jego oczy były w nią tak zapatrzone. Ona uśmiechnięta od ucha do ucha wyszeptała swoje ostatnie słowa, czego nikt wtedy jeszcze nie wiedział ,,Kocham Cię”. Potem huk, bicie serca. Dźwięk piły maszynowej. Białe światła wokół mnie, głosy na około. Czy to brzmi idealnie? Potem ja leżący na białym łóżku, niczego nie świadomy, ale słyszący rozmową za drzwiami ,, Jak mu to powiedzieć ma dopiero 8 lat, nie zrozumie. Nie, nie tak nie może być to jeszcze dziecko….. Nic nie zmieni tego że nie żyją. Takie rzeczy się zdarzają, te drzewo powinno być wycięte już dawno…. Teraz co z nim…. To co z nimi wszystkimi”. Nie słyszałem nic więcej. Gdy obudziłem się kolejnym razem byłem już w jakiś budynku, a koło mnie leżała jeszcze dwójka chłopców w podobnym wieku. Nie wiedziałem jeszcze wtedy co ze mną będzie i gdzie się znajduję. Teraz wiem już wszystko, a życie chyba jest w miarę normalne, przepraszam jest idealne. Kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą, często chodzi mi to po głowie ale nie mogę mówić o moich przemyśleniach na głos. W ogóle nie mogę myśleć sam. Muszę się dostosowywać do myśli wielkiego M. Teraz jednak liczy się dla mnie tylko jedno zdać test predyspozycji i zająć się tym czym zajmował się mój tata. Wydaje się że 15 latek to chłopiec bez rozumu, a tym czasem ja mam dostać pracę i to taką o której marzą wszyscy. Aby stać się maklerem trzeba mieć jeden z najwyższych pułapów społecznych wielki M. czuwa nad ich poprawnością. Kim on jest i czy naprawdę potrafi czuwać nad każdym z osobna? Jak widać moja głowa jest pełna pytań, ale nie wiem co gorsze nie mieć odpowiedzi czy poznać prawdę. Teraz muszę się skupić na jednym zaliczyć jak najlepiej. Nawet nie wiem jak to wygląda idę korytarzem a wokoło pustki. Przed chwilą przywiózł mnie tu mój promotor. Jest dla mnie prawie jak ojciec. Tak mogę tak o nim śmiało powiedzieć i z tego co wiem on czuje to samo. Jednak już przed chwilą straciłem go z oczu. Podchodzę po woli do brązowych rozsuwanych drzwi i delikatnie popycham je dłonią. Co dziwne w pokoju nikogo niema, a gdy tylko zamykam drzwi światła gasną. Gdzie ja jestem co się dzieje? Słyszę tylko uderzenia mojego serca. I nagle światła znów się zapalają. Tym razem otaczają mnie zewsząd stoły ustawione w kręgu a za nimi zasiadają jacyś ludzie. Jedna z kobiet na wprost mnie, która przykuła moją uwagę ze względu na czerwone usta, naglę wstaje i jednym ruchem ręki skupia na sobie wzrok wszystkich osób. Po czym przemawia:

- Wszystko już jasne, wybrałeś mnie. To ja będę twoją egzaminatorką. Joshua prawda? – powiedziała po czym zagryzła wargę rozmazując sobie na zębach szminkę i wlepiła we mnie swe zielone źrenice. – Coś nie tak? Trafiła nam się niemowa ?
- Nie bardzo przepraszam – odpowiedziałem cały czerwony – Mówię!- chyba wypowiedziałem to słowo zbyt dobitnie, bo po sali przeszły wzdychania.
- Zasad promotor chyba z Tobą nie omówił, jeszcze jedna wpadka i kończymy – powiedziała po czym zwiesiła głowę wstukała coś na swoim elektronicznym blacie – Zacznijmy od początku, czy to tu masz na imię Joshua?
- Tak jest – powiedziałem chyba zbyt humorystycznie, ale Pani Czerwone usta to przemilczała.
- Ja mam na imię Suzanne i jestem dzisiaj twoją opiekunką. Przejdziesz parę testów każdy z nich wykaże na jakie nadajesz się stanowisko w społeczeństwie. No to chyba czas udać się do pierwszej Sali!?


 



Zaraz po wypowiedzeniu tych słów znów zrobiło się ciemno. Adrenalina chyba trochę zaczęła rosnąć. Wziąłem kilka głębokich oddechów, a zaraz potem oślepiło mnie rażące światło, które wypełniło całe pomieszczenie. Miałem wrażenie jakby sala się zmniejszyła na środku leżały trzy worki. Z jednego wystawały pieniądze, drugi był mocno zawiązany, trzeci natomiast zaczął się poruszać. Był większy od innych. Podleciałem szybko do niego, coś jakby się w nim szamotało. Z przerażenia poczułem dreszcz na mojej skórze, a włosy aż się najeżyły. Nagle pomieszczenie wypełnił głos Suzanne. Decyduj się. Mimo przerażenia podleciałem do tego który się poruszał i gdy tylko go rozwiązałem moim oczom ukazała się piękna postać z zawiązanymi ustami i kończynami. Jednak nie zdążyłem się jej dobrze przyjrzeć bo światło znów zgasło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz